„Do śmierci będę kibicował. Moje serce bije dla klubu". W regionalnym Pucharze Polski Błękitni Ołobok zagrali z Pogonią

Cezary Konarski
Regionalny Puchar Polski: Błękitni Ołobok - Pogoń Świebodzin Cezary Konarski
Ołobok. Mała wieś w powiecie świebodzińskim szykuje się do piłkarskich derbów. Odnowiony stadionik Błękitnych oddalony jest niespełna dziesięć kilometrów od stadionu, na którym gra Pogoń Świebodzin, drużyna, która przyjeżdża do Ołoboku na mecz regionalnego Pucharu Polski. Stawką jest awans do ćwierćfinału. Miejscowi liczą na zwieńczone triumfem piłkarskie święto.

- Pogoń to drużyna zza miedzy i jakieś tam porachunki z przeszłości mamy – mówi Roman Jankowski, drugi trener Błękitnych Ołobok. - Do tej pory w Pucharze Polski graliśmy ze Świebodzinem chyba ze trzy razy i zawsze przegrywaliśmy. Wyniki były różnie. Po pięć, sześć do zera. Postaramy się zrewanżować.

Chyba, że nie będę mógł chodzić

Szkopuł w tym, że Pogoń to zespół grający o klasę wyżej, w czwartej lidze. Błękitni rywalizują jedynie w okręgówce. - Pogoń oczywiście jest faworytem, różnica między czwartą ligą, a klasą okręgową jest wyraźna, ale czasem zdarza się, że słabszy wygrywa z lepszym – rozważa przed meczem jeden ze świebodzińskich kibiców.

- A ja myślę, że Ołobok wygra – nie ma wątpliwości Józef Pomykała, wierny fan Błękitnych, któremu „stuknęła” już 70-tka. – Od małego tu przychodzę. Jestem na wszystkich meczach, na wyjazdy też wszędzie jeżdżę z piłkarzami. Bardzo lubię chłopaków. Dzięki Bogu już piaty rok jesteśmy w okręgówce. Byłem dzieckiem, gdy oglądałem pierwszy mecz w Ołoboku. Do śmierci będę kibicował i przychodził na stadion. No chyba, że już nie będę mógł chodzić. Moje serce bije dla tego klubu, w zasadzie już mam drugie, bo mam wstawioną zastawkę.

Pan Józef też kiedyś grał w piłkę, a teraz opiekuje się boiskiem Błękitnych. – Grałem w klasach C i B – opowiada. – Jednak, kiedy awansowaliśmy do klasy A, to przestałem grać, byłem już po 40-tce. W tej chwili pomagam klubowi, jak mogę. Dbam o boisko, niedawno sypaliśmy nawozem. Już wygląda ładnie, a później będzie jeszcze lepiej.

Dwa prezenty dla rywala

- W dziejach klubu mieliśmy już awans do w ćwierćfinału regionalnego Pucharu Polski – mówi trener Roman Jankowski. - Trzeci rok z rzędu gramy z drużyną czwartoligową, a trzy lata temu rywalizowaliśmy z trzecilogową Formacją Port 2000 Mostki. Takie mecze to wyróżnienie dla naszej małej społeczności. Mamy młody, perspektywiczny zespół. Chcielibyśmy osiągnąć coś więcej niż czwartą rundę Pucharu Polski i awansować do ćwierćfinału.

Mecz. Szybko da się zauważyć, że Pogoń to zespół z innej ligi. Przeważa, ale Błękitni bramki tracą trochę głupio, jakby na własne życzenie. Adrian Topolski i Marcin Szymański strzelają gole – jak to się w piłkarskim żargonie mówi – z niczego. – Dajcie spokój, masakra, zawaliłem dwa razy – krótko odpowiada Wojciech Skarżyński, bramkarz gospodarzy, do którego próbujemy „zagadać” w przerwie meczu. Dobrze, że nie słyszy tego, co mówi trener Pogoni Maciej Mikołajewski, bo byłby chyba jeszcze bardziej zdołowany. - Nie ma co ukrywać, bramkarz miejscowych dał nam dwa prezenty – stwierdza szkoleniowiec ze Świebodzina. - Wydaje się, że mecz mamy pod kontrolą, ale przy bramkach mieliśmy sporo szczęścia. Nasz pech polega na tym, że mamy szpital w zespole, przyjechaliśmy gołą jedenastką, z jednym rezerwowym gotowym do gry. Musimy dobrze rozkładać siły, powinniśmy strzelić jeszcze jedną bramkę i będzie dobrze.

Kibice z Ołoboku nie tracą jednak nadziei na sukces. - Jeśli w miarę szybko padłaby bramka kontaktowa, to będzie szansa na odrobienie start – mówi fan z kilkudziesięcioletnim stażem. – Gole dla P:ogoni były przypadkowe, nasz bramkarz nie stanął na wysokości zadania. Pogoń gra lepiej. Widać, że naszym trochę powietrza brakowało, ale gramy do końca.

Bywają kłopoty z obsadą

Błękitni nie poddają się, zadziornie walczą z lokalnym rywalem. Poczynają sobie coraz śmielej. Pogoń nie ma już tak dużej przewagi, jak przed przerwą. Mecz, jak na derby przystało, zaostrza się. Gospodarze mają nawet okazje do zdobycia bramek. Brakuje trochę szczęścia. Trenerzy Roman Jankowski i Damian Baranowski coraz głośniej reagują na zagrania swoich piłkarzy. Wynik jednak nie zmienia się.

- Chcieliśmy sprawić niespodziankę, szkoda, że się nie udało – mówi Damian Baranowski. – Odpadliśmy z pucharu, ale myślę, że po tym, co pokazaliśmy w meczu z Pogonią, śmiało z podniesioną głową mogliśmy schodzić z boiska. Przez indywidualne błędy straciliśmy bramki, próbowaliśmy to odrobić, nasza gra w drugiej połowie była już bardzo dobra. Generalnie rozegraliśmy niezły mecz, Pogoń spisała się świetnie, jej należą się gratulacje za awans.

- Naszym celem na ten sezon jest utrzymanie miejsca w okręgówce - dodaje Damian Baranowski. – Zawsze wychodzimy na boisko z zamiarem zdobycia trzech punktów. Trenujemy dwa razy w tygodniu, a w okresie przygotowawczym do sezonu codziennie lub trzy razy w tygodniu. Uzależniamy to od tego, jak nasi zawodnicy pracują, nie zawsze każdy może być na treningu. Niektórzy się uczą, bo powoli wprowadzamy też do składu juniorów. Grają chłopaki z Ołoboku, Świebodzina i okolicznych wiosek. W soboty spotykamy się na meczach. Bywa tak, że mamy kłopoty z obsadą, ale jakoś to łatamy. Na szczęście nie było sytuacji, byśmy nie złożyli tzw. żelaznej jedenastki. Zwykle są dwie-trzy osoby na ławce rezerwowych, ale zdarza się, że mamy do dyspozycji wszystkich zawodników. Wtedy jest w kim wybierać.

Kobieta sędziuje w Lidze Mistrzów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.